Współcześni rodzice jako pierwsi w historii rodzicielstwa mają nieograniczony dostęp do bazy wiedzy. Chcąc nie chcąc stają się ekspertami od wychowania, zdrowia, opieki nad dzieckiem. Porównują swój styl wychowawczy do innych rodziców, są też nieustannie na świeczniku. Ich podejście do wychowywania dzieci jest często zupełnie różne, niż ich własnych rodziców.

Reklama

Faktycznie jest tak, że współcześni rodzice mają dużo wiedzy i narzędzi do wychowywania dzieci. Wiąże się to z tym, że rzadziej proszą o pomoc rodziców. Nie stanowią oni dla nich kompendium wiedzy, jak to było dawniej. Ten akt scedowany jest na specjalistów, poradniki, Internet, bardziej niż na pytanie się swoich rodziców, jak się powinno postępować z dzieckiem. Taki stan ma dużo plusów i minusów. Tych informacji o tym, jak być dobrym rodzicem jest bardzo dużo, często są sprzeczne i można się w nich pogubić.

Dzisiaj bardzo dużo rodziców stara się świadomie budować swoją relację z dzieckiem i przygląda się temu, jak to robić najlepiej. Kiedyś więcej opieraliśmy się na tym, co nam radzili nasi znajomi, przyjaciele, rodzice. Dzisiaj jesteśmy bardziej samodzielni. To może być duża trudność, gdy dziecko nie pyta się, jak coś zrobić. Ale myślę, że współczesne babcie zdają sobie też już sprawę jak ten świat wygląda.

To trudne dla babć, bowiem mogą czuć się atakowane i krytykowane. Jeżeli moje dziecko robi coś diametralnie różnie niż ja to znaczy, że ja robiłam to źle?

Dziadkowie i babcie mogą mieć różne reakcje, kiedy widzą, że wnuczęta są traktowane inaczej, niż oni by to widzieli i sobie wyobrażali. Czasami tak jest, bo te modele wychowawcze różnią się diametralnie od tego, do czego przywykli dziadkowie. Dla nich niektóre rzeczy mogą być niepotrzebne, nadmiarowe, zwłaszcza jeśli dziadkowie przyzwyczajeni są do tzw. zimnego chowu. Dzisiaj zupełnie się od tego odchodzi i to może być źródłem konfliktu między dziadkami a rodzicami.

Nierzadko jako terapeuta słyszę w gabinecie narracje z obu stron, które narzekają na siebie nawzajem. Mówią o braku komunikacji, zrozumienia. To jest bardzo przykre w kontekście rodzinnym, bo wszyscy chcą dobrze, a wychodzą konflikty. Wszyscy kochają to dziecko, chcą jak najlepiej, a to się nie udaje. Jest to trudne zwłaszcza dla tych starszych rodziców, którzy widzą siebie w roli autorytetów i zawsze w takiej roli występowali w kontekście swoich dzieci, nagle słyszą: "nie mamo, nie masz racji, ja będę wychowywać dziecko po swojemu, będę do niego inaczej mówiła".

Warto rozmawiać o tym, co ważne dla dziadków i rodziców / Shutterstock
Reklama

Jest część dziadków, która jest bardzo otwarta na te zamiany i akceptuje to, że teraz są inne metody i trzeba pozwolić dzieciom na to, że trzeba pozwolić dzieciom rozwiązywać problemy ich metodami. Część dziadków jest też świadoma, że ich wiedza jest niezaktualizowana. Myślę jednak, że mimo wszystko to dziadków sporo kosztuje. Wydaje im się, że mają złoty środek, który pomoże, a ich dziecko nie korzysta z tych rad. To może być frustrujące i denerwujące. Dlatego super ważna jest komunikacja. Wzajemne szanowanie siebie, ale stawianie granic jest nieocenione.

Z drugiej strony jest też tak, że rodzice bardzo surowo oceniają dziadków. W bardzo nieprzyjazny sposób odzywają się do swoich rodziców, bo pamiętają ich różne nie zawsze uczciwezachowania z przeszłości, często przemocowe i raniące. Jeżeli ta relacja jest nieprzepracowana, to w momencie kiedy stajemy się rodzicami ta złość może eskalować. Dlatego z obu stron wymagana jest duża asertywność i dojrzałość, żeby te relacje nie miały głębokich rys.

Jak się uporać z myślą, że mój czas na wychowanie minął, a teraz z perspektywy czasu i aktualnej wiedzy widzę, że nie wszystkie moje działania był dobre, mogły krzywdzić dziecko?

Zawsze powtarzam, że każdy z nas jest najlepszą wersją siebie, jaką potrafi być. Każda babcia była najlepszą sobą jaką umiała być w tamtym momencie. Warto to sobie powtarzać. Czasami człowiek nie umie być lepszy, nie ma wiedzy, kompetencji, dojrzałości, dystansu. Większość babć jak była matkami starała się być najlepszą wersją siebie. Dlatego nie katujmy się za przeszłość. Robiłam najlepiej jak umiałam na tamten moment. Dzisiaj jest inny moment i mogę być najlepszą babcią.

I mamą, bo ta relacja trwa.

Oczywiście. Natomiast na tamten moment robiłam najlepiej jak umiałam. To nie jest rozgrzeszenie, jeśli raniłam dziecko, ale jest próbą poukładania sobie. Wypominanie nic nie zmieni, czasu nie cofniemy, ale może nas zahamować w rozwoju. Zachęcam do tego, by powtarzać to sobie, że robię najlepiej jak umiem. Czasami warto jest dziecko przeprosić, jeśli dociera do nas skala błędów jakie popełniliśmy. Nie unosić się honorem, tylko przyjąć to. Ludzie dorośli bardzo chcieliby usłyszeć to przepraszam od rodzica. Czasami w ludziach te rany dzieciństwa są latami. Jeżeli mamy taki wgląd i myśl, że coś nabroiliśmy można dziecku powiedzieć, że teraz się widzę, co zrobiłam źle. Ale nie katować się przeszłością.

Wszyscy chcą dobrze dla dziecka / Shutterstock

Jak budować więź, być blisko siebie i budować kontakty, kiedy działa to tak, że dziadkowie trwają w swoim poglądzie i sposobie wychowywania, a ci młodzi rodzice chcą robić inaczej.

Z reguły jest tak, że asertywne postawienie granicy i powtarzanie jak mantrę "dziękuję za rady, wiem, że chcesz dobrze, ale pozwól, że ja będę robić po swojemu, jak czuję i tego nie zmienię", twarde powtarzanie, że będziemy posługiwać się wiedzą specjalistyczną, psychologiczną w wielu przypadkach załatwia sprawę. Czasami dobrze jest nie stawiać wszystkiego na ostrzu noża i obrócić sprawę w żart: "Mamo, zwalniam cię z martwienia się, zostaw to nam. Szkoda emerytury, nie zawracaj sobie tym głowy, damy sobie radę". Spokój i troskliwe zapewnienie, że dziecko jest w dobrych rękach bywa bardzo pomocne.

Natomiast jeżeli to nie działa trzeba bardziej asertywnie mówić, że nie życzę sobie tych uwag. I przede wszystkim się tym nie przejmować. Jeżeli za każdym razem otrzymujemy złote rady, to traktować to jako szum, zmieniać temat, skupiać się na czym innym. Nie wszczynać awantury, tylko pozostawać przy swoim i w miarę możliwości się nie denerwować. Jak jesteśmy dziadkami, to zaufajmy swoim dzieciom. Pozwólmy swoim dzieciom popełniać błędy.

To może być trudne. Jak szczerze wierzę, że ciągle przytulane dziecko będzie nieporadne życiowo, bo moje doświadczenie pokazuje, że w życiu trzeba być twardym. Jak to przepracować, gdy naprawdę uważam, że to krzywda dla wnuka.

Trzeba zaufać, że to dziecko wie, co robi i to świadoma decyzja. Ma do tego prawo i my nie możemy ingerować i niszczyć relacji, próbując kontrolować. Jeżeli będziemy frustrować mamę, to te wnuczęta będą miały gorzej. Bo zalękniona, niepewna siebie mama nie będzie fajną mamą dla tego wnuka. Dlatego trzeba raczej wzmacniać poczucie wartości swojego dziecka, żeby ono było lepszym rodzicem. Jak nie jest pewne tego, co robi, bo my jako dziadkowie podważamy jej metody, to działa to na niekorzyść naszego wnuka.

Czasami zdarza się, że widzimy jakieś błędy. Powinniśmy sobie jednak założyć, że dopóki dziecku nie dzieje się autentyczna krzywda, to trzeba zaufać temu, że każdy rodzic ma instynkt rodzicielski i chce dla dziecka jak najlepiej. Warto jest powiedzieć "wiesz, ja to bym zrobiła inaczej",ale jeśli ktoś tego nie przyjmie, to zostawmy temat. To iluzja kontroli, że jak będę gadać i gadać, to dorosłe dziecko przestanie coś robić. To tak nie działa. Babcie i dziadkowie muszą się nauczyć, że nie da się tak kontrolować młodych rodziców.

Jesień życia i bycie seniorem to taki czas, kiedy można robić tyle fajnych rzeczy, że ingerowanie w wychowywanie wnuka nie powinno zaprzątać nam głowy. Jeżeli młodzi rodzice nie proszą nas o wsparcie, to zaufajmy, że ich metody są skuteczne.

Jakie komunikaty chciałyby usłyszeć współczesne babcie od swoich dorosłych dzieci?

Myślę, że chciałyby usłyszeć, że są ważne, potrzebne, że ich zdanie jest potrzebne i słyszane. A jednocześnie, chciałyby usłyszeć, że nie muszą.Współczesne babcie są na rozstaju dróg. Z jednej strony chciałyby korzystać ze swojego życia na emeryturze pełną piersią, ale czują się zobowiązane, że muszą się zajmować wnuczętami, brać udział w wychowywaniu. Wiele babć nie chce, żeby ich życie kręciło się wokół wnuków i są na siłę wpychane w te rolę. To jest problem, gdy współcześni młodzi rodzice oczekują od babć, że będzie ona cały czas na posterunku i zaangażowana.

Część babć, chciałaby usłyszeć "mamo, rób jak chcesz, nie musisz się zajmować naszym dzieckiem". Warto jest uszanować, że nasz rodzic nie jest na pełnym etacie bycia babcią, nawet jeśli jest na emeryturze. Bycie babcią to taka rola, którą każda kobieta powinna wykonywać na swoich zasadach i warunkach, a nie według oczekiwań swoich dzieci. Ta niezależność to jest coś, czego warto, żeby babcie miały bardzo dużo.